O autorze
Jacek Dubois – adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W chwilach wolnych pisarz.

Krzysztof Stępiński – z wyboru sędzia (1974-1983). Od trzydziestu lat adwokat. W wolnych chwilach kibicuje Legii Warszawa.

Premier jak malowany.

Dobry gospodarz wydaje pieniądze na to, co dla jego gospodarstwa najważniejsze. Zatem o tym, co najważniejsze dla Polski, możemy dowiedzieć się z wydatków kancelarii premiera, bo on jest gospodarzem. W spisie wydatków za kilka miesięcy widnieje kwota 169.000 zł na wizażystów. Wniosek: mamy malowanego premiera!

Po co malujemy premiera? Czy malowany premier to nadrzędna potrzeba społeczna? Nasuwa się odpowiedź: malujemy premiera, żeby coś ukryć zwłaszcza, że premier nie jest malowany transparentnie, czyli na oczach opinii publicznej. Zatem to, co się ukrywa przed opinią publiczną, musi być wstydliwe. Tu jawi się jednak pytanie natury ogólnej: po co nam wybrakowany premier, którego trzeba w ukryciu charakteryzować, jak jakiegoś aktora? Czy nie byłoby lepiej wymienić go na egzemplarz wolny od wad, na przykład taki, którego nie trzeba upiększać? Być może jest to jednak podejrzenie bezpodstawne, bo premier nie ma braków, a przez podmalowanie chce się stać piękniejszy niż jest w istocie. Jednak wtedy wyborcy nie widzą go au naturel, tylko pomalowanego. No cóż, reklama dźwignią handlu. Jednak, jeśli premier nie jest rzeczywisty tylko pomalowany to czy to, co robi, nie jest tylko pisaniem palcem po wodzie?

Malowanie kojarzy się nieodłącznie w Wielkanocą, staropolską tradycją malowania jaj. Teraz mamy nową świecką tradycję całorocznego malowania premiera. I tak wracamy do dyskusji o wyższości Świąt Wielkanocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Akceptując malowanie premiera wskazujemy - jako społeczeństwo, że kult malowanej pisanki przedkładamy nad zdobienie bożenarodzeniowego drzewka. Czy jest to jednak kierunek słuszny? Czy nie powinniśmy zaapelować - premierze, przestań się malować, zacznij dekorować. Czy obecnym potrzebom nie odpowiadała bardziej poprzednia polityka rządu ponad która nad cieniowanie buźki premiera, ceniła dekoracje w postaci tandetnych broszek, nawiązujących do tradycji zdobienia bożenarodzeniowego drzewka.


Zastanawia nas również odpowiedź na pytanie, czy malowany premier sprzyja utrzymaniu powagi narodowej? Czy on nie upodabnia się, aby do malowanego ptaka, za którym złośliwi krzyczą: pawiem narodów jesteś i papugą? Oczywiście dbając o dumę narodową możemy sugerować, by nasz premier był pomalowany bardziej niż inny, zwłaszcza ruski czy niemiecki. Wszak jak zwiększymy środki na wizażystów i będziemy więcej malować, możemy mieć najbardziej malowanego premiera w Europie, albo i na całym świecie. Tu jednak narzuca się pytanie: czy to wypada? Wszak nasza tradycja narodowa łączy się z rycerstwem zakutym w zbroje, którym wizażyści nijak nie mogli pomóc. Czy zatem warto marnotrawić publiczne środki na malowanie premiera, który - jak na rycerza przystało - nie powinien być pstrokaty, lecz zakuty, co by uzasadniło przerzucenie publicznych środków z charakteryzatora na kowala?

Na koniec pytanie: kto decyduje o malowaniu premiera? Zważmy, skoro pudrów, cieni i farb są tysiące ten, kto decyduje o kolorze premiera w rzeczywistości dzierży władzę. Co zrobić jednak, gdy ten co dobiera paletę barw jest daltonistą? Są to rzeczy tak istotne, że nieśmiało pytamy, czy nie nadszedł czas sejmowej komisji śledczej celem ustalenia, kto pomalował premiera i dlaczego tak, a nie inaczej?

Dubois & Stępiński
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...