O autorze
Jacek Dubois – adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W chwilach wolnych pisarz.

Krzysztof Stępiński – z wyboru sędzia (1974-1983). Od trzydziestu lat adwokat. W wolnych chwilach kibicuje Legii Warszawa.

Małe qui pro quo.

Skuter wodny na pełnej szybkości zbliżał się do molo, a wczasowicze zastygli w obawie, że za chwilę uderzy w drewnianą palisadę. Kiedy wydawało się, że katastrofa jest nieunikniona kierujący skuterem mężczyzna, o twarzy ogorzałej od wiatru i słońca, zakręcił niemal w miejscu wystrzeliwując fontannę wody. Dziarsko wskoczył na molo i wyciągnął miniaturowe radio, z którego popłynęła lista przebojów disco polo. Nagle słodkie dźwięki muzyki przerwał głos spikera czytającego wiadomości „Prezydent został aresztowany za naruszanie konstytucji”. Mężczyzna zbladł jak papier, krzyknął dejze spokój po czym co sił w nogach zaczął biec przed siebie. Uciekał tak przez kilka minut i zatrzymał się dopiero gdy zabrakło mu tchu w piersiach. Oddychając ciężko rozglądał się wkoło zastanawiając się, gdzie mógłby się skryć. Gdy uspokoił oddech zaczął myśleć.

Przecież ja jestem prezydentem a nie jestem aresztowany. Nie mogę siedzieć w kiciu i równocześnie być tutaj, w tych wiadomościach musieli coś pomylić, zupełnie niepotrzebnie uciekałem. Ten spiker to bajok, pomyślał. Uśmiechnął się, pomachał do spacerowiczów i ruszył w stronę skutera, gdy przypomniało mu się przysłowie na złodzieju czapka gore. Nagle posmutniał, bo dotarło do niego, że może zbyt pochopnie wykluczył pomyłkę, bo ostatnimi czasy pod jego dom przychodziły tysiące ludzi, którzy mieli do niego pretensje. Szczegółów nie znał, bo nie było go w domu, ale dozorca mu opowiadał, że ludzie coś krzyczeli o zdradzie stanu i o łamaniu konstytucji, a to mogło mieć coś wspólnego z tym co usłyszał w radio. Przypomniał sobie co mu opowiadał Jacek, który pracował w publicznych mediach. Otóż Jacek powiedział, że jak służby łapią kogoś ważnego to robią przeciek do TV, żeby mieć news z zatrzymania. Raz dostali zlecenie na pewnego burmistrza, ale wyszły jaja, bo agenci pomylili drogę, w mediach poszedł news o zatrzymaniu, a burmistrz hulał sobie na wolności. Może i tym razem była podobna wpadka, pomyślał. Pomylili skutery i zatrzymali kogoś innego?

I wtedy postanowił ostrzec kolegów. Wybrał numer człowieka, do którego w normalnych warunkach nigdy by się nie ośmielił zadzwonić. Wiedział, że musi mówić szybko, bo tamten niekiedy - tak dla kaprysu - odkładał słuchawkę w połowie rozmowy:

− Zdelegalizowali nas. Niech pan pakuj kota i wieje.
− Brałeś coś? – spytał spokojnym głosem mężczyzna po drugiej stronie słuchawki.
− Nie, no skąd, czysty jestem. Tylko się boję, bo mówią w radio, że mnie zamknęli. Mogli nam przybić grupę, a Zbyszek mi mówił, że jak się ma grupę to kiłka mogiłka. Ale zaraz, przecież nic nam nie zrobią. Ja to się zaraz sam ułaskawię tylko muszę znaleźć kawałek papieru i długopis. Ułaskawię i pana, i wszystkich kolegów, kota też ułaskawię tak na wszelki wypadek, zobaczy pan, że będzie dobrze.


Rozmówca dał mu się wykrzyczeć, a gdy po drugiej stronie zapadła cisza spytał:

− Skąd wiesz, że cię zamknęli?
− No z radia! Słyszałem, jak mówili, że zamknęli prezydenta za łamanie konstytucji.
− To nie chodziło o ciebie, aresztowali prezydenta Armenii. Wracaj na skuter, szkoda pogody.

Mężczyzn odłożył słuchawkę, pogłaskał kota i z troską pomyślał o wszystkich władcach, którzy we własnym kraju boją się tego, co nieuchronne. Sprawiedliwości!

Dubois & Stępiński
Trwa ładowanie komentarzy...