O autorze
Jacek Dubois – adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W chwilach wolnych pisarz.

Krzysztof Stępiński – z wyboru sędzia (1974-1983). Od trzydziestu lat adwokat. W wolnych chwilach kibicuje Legii Warszawa.

Podpisu pod ustawą nie da się wygumkować!

Dawno temu, w dalekim kraju przyszedł na świat chłopczyk, który bardzo lubił uśmiechać się. Był miły, wręcz słodki, a że uśmiechał się do wszystkich więc koledzy nazywali go Budyniem. Chłopczyk dorósł i został prawnikiem, więc wszyscy myśleli, że jest bardzo mądry, bo ma dyplom i doktorat. Wszystkim wydawało się, że jest przyzwoity, bo wiele czasu spędzał klęcząc, co nie rzucało się w oczy, ponieważ klęczał sobie po cichutku nikomu nie wadząc.

Pewnego dnia w kraju, w którym żył nasz bohater obywatele obrazili się na dotychczasowego władcę i postanowili sobie znaleźć innego, dużo lepszego. Polityk, który nimi dowodził szukał kandydata na tego dużo lepszego, ale nie mógł nikogo znaleźć. Sam nie mógł zostać nowym władcą, bo nie był lubiany, a obywatele nie ufali mu.

Kraj popsuł już wcześniej i obywatele, mimo że mieli wyjątkowo krótką pamięć mogliby o tym pamiętać. Dlatego szukał kogoś, kto - jako władca - mógłby nadal psuć za niego, ale pod jego kierownictwem. Idąc przez kraj spostrzegł naszego bohatera w jego ulubionej, choć niewygodnej pozycji. To będzie on, zdecydował!

I nagle - nieoczekiwanie dla wszystkich - ów szerzej nieznany i wiecznie uśmiechnięty młodzieniec stał się kandydatem na władcę. Przyszłym poddanym wnet się spodobał, gdyż każdemu jest miło jak ktoś się do niego uśmiecha, a jeszcze lepiej jak od czasu do czasu przyklęknie.


Wygrawszy wybory nowy władca wprowadził się do pałacu, ale nim zdążył się rozgościć przyszedł jego mentor i wręczył mu cztery atrybuty władzy. Były to narty, skuter wodny i spodnie z wywatowanymi kolanami oraz długopis. Darczyńca wyjaśnił, że sprawowanie władzy w kraju, w którym on zarządza, ma być przyjemnością dla władcy i temu mają służyć trzy pierwsze dary. Narty miały uprzyjemniać czas władcy zimą, skuter wodny latem, zaś spodnie by władca mógł klęczeć w dowolnie wybranym przez siebie miejscu bez szkody dla garderoby, kupowanej zresztą za pieniądze podatników.

Czwartym prezentem był piękny długopis, wykonany ręcznie z kaczego pióra, co sprawiło, że dworzanie nazwali go kaczopisem. Dzięki niemu władca mógł służyć z oddaniem krajowi podpisując wszystko, jak leci. Władca ucieszył się z prezentów, a zwłaszcza z pióra, bo pamiętał, że jeden z jego poprzedników podpisywał wielkim piórem najważniejsze dla kraju akty i stał się bardzo sławny.

Nowy władca też bardzo chciał być sławny, a ponieważ umiał podpisywać, jak nikt postanowił, że będzie podpisywać bez umiaru i tym zasłuży na miano wielkiego władcy. Zatem zabrał się ochoczo do pracy i podpisywał wszystko, co mu przynoszono. Niestety to, co podpisywał wcale nie służyło obywatelom, przez których został wybrany tylko panu, który wręczył mu kaczopis by podpisując bez zrozumienia mógł pozbawiać obywateli podstawowych praw.

Obywatele postanowili, że przyjdą pod pałac, w którym mieszkał władca i będą wzywać go, żeby nie podpisywał byle czego. Jednak władca podpisał szybciutko to co mu przyniesiono i za pieniądze podatników udał się na zasłużony wypoczynek. Miły jego sercu hałas turbiny skutera wodnego zagłuszył protesty obywateli, więc wydawało mu się, że dobrze zrobił podpisując, wszak nie słyszy żadnych protestów. W tym czasie ludzie coraz bardziej wkurzeni stali pod jego pałacem i krzyczeli, że jest zdrajcą, bo zdradził Konstytucję. Ale kiedy policjanci puścili gaz, tłum rozszedł się.

Gdy jesienią woda w zatoce stała się zbyt zimna by szaleć na skuterze okazało się, że w kraju zaszły duże zmiany. Raptem znikły wolne sądy, niezawisłych sędziów zastąpiono kolegami mężczyzny, od którego władca dostał kaczopis. Nowi sędziowie - gdy dochodziło do sporu obywatela z władzą - orzekali tak, że władza zawsze wygrywała. Dzięki temu władza mogła wszystko a obywatele nic.

I wtedy władca przypomniał sobie, że jak studiował prawa to dowiedział się, że tak być nie powinno, bo sądy są po to, by chronić obywatela przed władzą a nie władzę przed obywatelem. Władca bardzo się zezłościł, że jest tak jak jest, a kiedy mu przypomniano, że on to wszystko podpisał bardzo się zdziwił, że nie nikt mu nie przyniósł innych papierów, bo wtedy miałby wybór.

Ów władca miał jeszcze jedną słabość, bo lubił pytać o wszystko obywateli i chciał ich przepytać w drodze referendum, ale darczyńca kaczopisu mu na to nie pozwolił. Władca w nocy źle spał i przyśnił mu się jego ulubiony bohater Marcin Luter King, który powiedział mu, że zamordował jego sen o wolności. Gdy do władcy dotarło, że został mordercą snów tak się zdenerwował, że zadzwonił do mężczyzny od kaczopisu.

Lecz zanim zdążył coś z siebie wydusić darczyńca kaczopisu podziękował mu, za to, że na sto lat niepodległości zbudował dla niego podległe sądy i powiedział, że dobrze się spisał, że może jechać nad morze albo na lodowiec. I wtedy władca zrozumiał, że nie jest już do niczego potrzebny. Zatem nie pozostało mu nic innego, jak uklęknąć w pięknych watowanych na kolanach spodniach. Klęcząc czekał i czekał, aż kompletnie znikł.

Coraz większe tłumy podchodziły pod pałac władcy i krzyczały zdrajca, zdrajca nie wiedząc, że władcy tam nie ma, bo mężczyzna od kaczopisu postawił w oknie manekin z kaczopisem. Po pewnym czasie obywatele poszli do wyborów i wybrali nowego władcę. O władcy, który znikł mówiono i pisano źle. Że pogwałcił Konstytucję, że pozostawił kraj w ruinie, że skrzywdził obywateli itd.

Jego bliskich i rodzinę bardzo to martwiło i postanowili pójść do sądu w obronie dobrego imienia władcy co znikł, pozostawiając po sobie zdemolowany wymiar sprawiedliwości. Liczyli na wygraną, bo sądach orzekali sędziowie, którzy trafili tam dzięki niemu. Ale że ci sędziowie mieli naturę służalczą postanowili przypodobać się nowemu władcy i orzekli tak, że rodzina władcy, który znikł w niesławie, przegrała z kretesem wszystkie procesy.

Morał: wolne sądy są po to, by bronić nas wszystkich na dobre i na złe, a to, co teraz wydaje się rządzącym zbędnym balastem, może okazać się wkrótce niezbędne dla nich samych. A gdyby ten daleki kraj, w którym dzieje się bajka był Polską należałoby powiedzieć - Polak mądry po szkodzie.

Dubois & Stępiński
Trwa ładowanie komentarzy...