Pamiętnik kota. Rozdział II pt. „Inspekcja świata”.

W sądowej szatni z togami czekała na nas przesyłka od anonimowego autora. W środku znaleźliśmy odręczny list i rozdział pamiętnika. Autor, który na wstępie zaznaczył, że chce pozostać anonimowym, upoważnił nas do opublikowania kolejnego fragmentu jego wspomnień. No i obiecał, że pozostanie z nami w kontakcie. Niestety szatniarz nie zapamiętał, kto zostawił przesyłkę.


15 styczeń 2017r.

Tego dnia obudziły mnie dziwne odgłosy w sypialni. Zaspany spojrzałem na zegar tykający na ścianie. Było piętnaście do jedenastej. Jak sięgam pamięcią nie zdarzyło mi się, by o świcie znalazł się ktoś, kto odważyłby się hałasować, gdy smacznie śpimy. Zaniepokojony zacząłem rozglądać się, by sprawdzić co się dzieje. I wtedy dostrzegłem go. Wstał już i ubierał się. Wyczułem, że zaraz zdarzy się coś interesującego, więc wyskoczyłem z koszyka, żeby o mnie nie zapomniał.

- Dobrze, że wstałeś kocie – ucieszył się na mój widok. Pobudka, szykuj się. Postanowiłem osobiście sprawdzić jak funkcjonuje ta Świąteczna Orkiestra, czy jak jej tam.

Przyjrzałem mu się dokładnie zastanawiając się, czy nie ma gorączki. Przecież on nigdy niczego nie sprawdzał, tylko odbierał raporty. Nie wyglądał jednak na chorego. Za to ubrany był nietypowo. Szerokie spodnie dresowe, adidasy, ocieplana ortalionowa kurtka z napisem Parmalat i do tego beret z antenką. Musiał dostrzec zdziwienie w moich oczach, bo szybko mi wyjaśnił:

 Przebrałem się, żeby nikt mnie nie rozpoznał. Zachowam anonimowość i dzięki temu ludzie będą chcieli ze mną rozmawiać, dowiem się od nich prawdy.

Roześmiałem się w duchu kiedy zaczął mówić o aminowości. Idąc do limuzyny z tą swoją ochroną, jest bardziej rozpoznawalny niż gwiazda rocka na ściance. A jak jego bodygardzi ustawią się w formację żółwia, którą się poruszamy, wyglądamy jak rzymski legion podbijający nowe krainy. Musiał dostrzec wyraz niedowierzania na moim pyszczku, bo dodał:

- Urwiemy się im, wyjdziemy przez okno i pójdziemy w miasto zupełnie sami. Tylko poczekaj, aż dla niepoznaki trochę się przyczernię.

Podszedł do pieca i wtarł w twarz garść węglowego pyłu, którym nie powinno się palić. Po czym zerknął w lustro, upchnął mnie pod kurtką i powiedział:

 Dobrze jest, możemy iść.

Wyskoczyliśmy przez okno na chodnik i ruszyliśmy do centrum handlowego „Arkadia”. W holu - wśród tłumu - przechadzali się wolontariusze z puszkami. Przeżegnał się, szepnął w Imię Boże i weszliśmy do środka. Miałem przez chwilę wrażenie, że czuję się jak Kolumb, stawiający stopę na amerykańskiej ziemi. Chwilę obserwował dzieci z puszkami, po czym wybrał najbardziej śniadego. Podszedł do niego, złapał za mankiet kurtki i odciągną na bok.

- Ja mam dużo pieniędzy, które chcę zainwestować w waszą orkiestrę, zagaił. Ale najpierw musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań.
- Tak oczywiście proszę pana – odpowiedział miłym głosem chłopiec.
- Skąd ty jesteś? Arab czy Albańczyk
- Jestem Polakiem – odparł zdziwiony chłopiec mieszkam w Warszawie, na Woli.
- Dziwne – szepnął mój pan pod nosem - Mówili mi, że ci wszyscy ci żebracy, to uchodźcy. Pewnie niedawno przyjechaliście do Polski i Komorowski dał wam obywatelstwo?
- Nie - zaprzeczył chłopiec, z całkiem wyraźnym przekonaniem - moja rodzina mieszka w Warszawie od ponad dwóch wieków.
- Pewnie z kolegami ukradniecie tę puszkę, będziecie mieli na fajki i narkotyki? – indagował mój pan.
- No co pan - chłopiec poczuł się dotknięty – puszka jest zapieczętowana i wszystko co zbierzemy, przekażemy na orkiestrę.
- Dziwne - szepnął pod nosem mój pan – mówili mi, ze ci zbieracze to narkomani, złodzieje i defraudanci.

Po chwili zadał kolejne pytanie:

 To może wy współdziałacie z Rosjanami przerzucicie nasze polskie pieniądze na wschód do Rosji, żeby Putin miał budżet na wojnę z Ukrainą? Moje źródła wywiadu - szepnął mi do ucha - donoszą, że Putin przysyła tu swoich żołnierzy przebranych za wolontariuszy, po czym wywożą pieniądze za granicę i kupują broń.
- Kto panu takich bzdur naopowiadał? - roześmiał się chłopiec - Wszystko co zbierzemy jest przeznaczone na zakup na sprzętu medycznego.
- Wezmę go podstępem - szepnął mi ponownie do ucha - nie zorientuje się jak go zdemaskuję.
- A skolko u tiebia liet – zagadnął chłopca.
- Nie rozumiem, odpowiedział niespeszony chłopak.
- Patrz jaki wyszkolony – ponownie szepnął do mnie - nie zdradził się w krzyżowym ogniu pytań, że zna rosyjski. A, już rozumiem, inwestujecie w in vitro, kontynuował pytania.
- In co? - zapytał chłopiec.
- Widzę, że prawdy to ja się od ciebie nie dowiem, ale jak obiecałem zapłacę.

Sięgnął do portmonetki wyjął złocisza i wrzucił go do puszki. Gdy odeszliśmy odezwał się do mnie.

 Jest jeszcze gorzej niż myślałem. W swoich tajnych raportach Mariusz i Zbyszek ostrzegali mnie, że ta orkiestra to zbiorowisko najgorszych z całego świata. Ale te tu, to są szumowiny najgorszego sortu. Popytajmy następnych – zdecydował.

Gdy to mówił dostrzegłem dziwne zmiany w holu centrum handlowego. W skrzydle w którym staliśmy zrobiło się dużo luźniej. Pracownicy w żółtych kamizelka odgrodzili tę część żółtą taśmą z napisem remont. Mój towarzysz nie zwrócił na to uwagi, ale ja bacznie obserwowałem. Za duża donicą z drzewkiem dostrzegłem znajomą twarz ministra spraw wewnętrznych. Obok nas przeszedł mężczyzna z przewieszonym przez ramię białym pudłem wołający lody gorące lody. Ten z kolei przypominał mi marszałka. Koło nas przeszła babina szorująca dla niepoznaki podłogę, łudząco podobna do sekretarz z kancelarii premiera. Dostrzegłem też panią, odwróconą do nas tyłem, wpatrującą się w lustro i poprawiająca broszkę. Zrozumiałem, że odnaleźli nas i wycieczka in cognito zaraz straci walor dotychczasowej spontaniczności. Obok nas stanął mężczyzna z identyfikatorem wolontariusza. Strzelił obcasami, zasalutował po czym spytał:

 Czy pan naczelnik tfu, co ja mówię, czy pan anonimowy obywatel nie wrzuciłby grosika do puszki.
- Patrz jak dobrze wychowany, ocenił mój towarzysz z aprobatą wpatrując się w wyprężonego jak struna wolontariusza. Z takim to aż miło porozmawiać. A skąd wy jesteście dobry człowieku zagadnął.
- Z Jordanii.
- Zobacz - szepnął do mnie zadowolony - Jak ich dobrze podejść to wszystko można z nich wyciągnąć. A co u nas w Polsce robisz? - kontynuował.
- Melduję, że dotychczas sprzedawałem kebaby potem broń i narkotyki, a teraz przebrałem się za wolontariusza i zbieram pieniądze, które potem przerzucę do Palestyny. Kupimy za to materiał wybuchowe!
- A dlaczego to robisz?
- Żeby zniszczyć cywilizację białych ludzi.
- No to mamy kocie niezbite i porażające dowody – szepnął do mnie - możemy wracać.

Wrzucił do puszki dwa złote i ruszyliśmy do wyjścia.

- Na początku myślałem, że to wszystko mistyfikacja, zwierzył mi się po drodze - zakładałem, że ci z ochrony zorientowali się, że wyszedłem sprawdzić osobiście i chcąc oszczędzić mi najgorszej prawdy podstawili mi fałszywego wolontariusza, żeby przedstawił mi co się naprawdę dzieje w jaśniejszych barwach. Na szczęście nie dałem się wykiwać i dotarłem do samego jądra zła. Ta ciemność, którą widzieliśmy, jest porażająca. To my powinniśmy stać na ich miejscach, a tam stoją oni. Całe szczęście, że zobaczyliśmy jak wygląda prawdziwe zło i teraz ze zdwojonymi siłami będziemy mogli walczyć z wrogami naszej cywilizacji.

Doszliśmy do domu i przez otwarte okno wemknęliśmy się z powrotem do środka. Po chwili do pokoju weszła gospodyni.

- O jest pan, ucieszyła się na widok mojego towarzysza. Ja się tak bardzo martwiłam, że ciapaci pana złapali i zmusili do jedzenia kebabu, albo stało się jeszcze coś gorszego np. zakamuflowany element niemiecki wmusza w pana golonkę. No ale szczęśliwie pan cały i zdrowy, a w tym czasie się goście zeszli. To ja poproszę.

Gosposia otworzyła drzwi i do pokoju weszli wszyscy ci których widziałem w centrum handlowym. Powiedzieli dzień dobry i czekali. Mój towarzysz ani na nich spojrzał. Wyciągną z kieszeni portmonetkę i przeliczył drobne po czym wydał rozkaz:

- Wydałem trzy złote. Trzeba zarachować na koszty operacyjne.

Wieczorem przeczytałem, że padł rekord zbiórki. Mój pan uważa, że to bardzo dobrze, że zło się wzmocniło, bo jest powód by przygotować kolejną krucjatę i wyruszyć do walki w obronie wartości.
Trwa ładowanie komentarzy...