Pamiętnik z pchlego targu

Poszliśmy na targ staroci chcąc kupić coś z lat sześćdziesiątych, zanim ceny pójdą w górę. Zaprzyjaźniony handlarz w pakiecie z lampą upchnął nam pamiętnik, który znalazł w kupionym niedawno biurku. Pasjonująca lektura, dodał. Zaczęliśmy czytać jeszcze w samochodzie, omal nie powodując wypadku. Pamiętnik zaczyna się tak:


„Nie lubię tych jesiennych wieczorów, kiedy na dworze ziąb i wiatr hula. Zdecydowałem się iść spać wcześniej niż zwykle. Nalałem sobie mleka do miski i przeciągnąłem koszyk pod sam kaloryfer, żeby się wygrzać. Szef jeszcze nie kład się. On - w przeciwieństwie do mnie, jest nocnym Markiem. Wziął do ręki Newsweeka i zaczął przeglądać. Dawniej to on nawet nie brał do ręki, tej - jak to mówi – szmaty, ale od pewnego czasu zaczął, bo lekarz mu kazał. Lekarz powiedział, że od takiej lektury lub oglądania TVN24 przybędzie mu sił i pomysłów. I od razu zrobi mu się lepiej. Okazało się, że to działa.

Tego wieczoru szef zaczął czytać. Nagle zrobił się czerwony na twarzy, aż się przestraszyłem. Wskoczyłem na oparcie fotela i przez ramię spojrzałem na gazetę, żeby sprawdzić, co się stało. Patrzę, a tam artykuł o jednym z jego ministrów, tym od sprawiedliwości i piszą, że są jakieś podejrzenia, że przy wyborach jego partia była finansowana niezgodnie z zasadami. Patrzę na szefa, a on coraz czerwieńszy i krzyczy do gazety, jakby w niej mecz oglądał.

- Wy chcecie mojego złotego chłopca wykończyć. Takiego wała, jak Polska cała. Nic mu nie zrobicie. Prędzej wam tę budę z wiadomościami zamknę, niż wy mi zreformujecie gabinet.

Miotał się tak przez dobrą godzinę, a gdy zmęczył się, poszedł spać. Zasnąłem i ja.

Pospaliśmy sobie godzinkę, a tu telefon dzwoni. Spojrzałem na zegar, była pierwsza w nocy. Zaniepokoiłem się, co się stało, że ktoś dzwoni o tej porze. Zaspany szef odebrał. Usłyszałem w słuchawce głos Andrzeja.

- Dobry wieczór szefie. Przeczytałem gazetę, jak mi pan poradził i dzwonię spytać, czy już mam ułaskawiać?

Spojrzałem na szefa zastanawiając się czy się wścieknie, ale opanował się.

- Dziękuje za troskę. Sytuacja opanowana, śpij dobrze.

Szef rozłączył się i zasnęliśmy. Udało nam się trochę pospać, gdy nagle zadzwonił telefon. Patrzę na zegar, jest druga w nocy. Szaf odbiera, a to znowu Andrzej.

- Szefie czy już ułaskawiać, bo ja cały czas w gotowości .

Szef z trudem opanował się.

- Andrzej jak nie możesz spać, to puść sobie, film którego jeszcze nie widziałeś.

Szef rozłączył się i zasnęliśmy. Śniły mi się Święta, a tu nagle telefon. Patrzę, trzecia na zegarze.

- Szefie, czy już ułaskawiać, bo wie szef, że na mnie zawsze można liczyć.

Tym razem szef już nawet nie udawał, że jest wkur……….. .

- Jak nie możesz spać, idź na narty. Na Szczęśliwice! Stok każe ci oświetlić, żebyś wiedział gdzie góra, gdzie dół.

Szef rozłączył się i zasnęliśmy, ale niebawem znów dzwonek. Jest czwarta. On odbiera.

− Szefie to może ja już ułaskawię? Szef wie, że jak jakieś kłopociki, to ja zawsze pomogę.

Szef zaczął kląć, ale tego nie będę przytaczał. A potem powiedział: jak dalej nie możesz zasnąć to idź kogoś zaprzysięgnij, na pewno ktoś szwenda się po korytarzu.

Usiłujemy zasnąć, a tu znów telefon. Patrzę na zegar piąta rano.

- Szefie może już ułaskawię, wie szef, że jak trzeba pomóc to ja jak najszybciej
- Weź idź pottweetuj z dziewczynami – warknął szef, nakrył się kołdrą i zasnął.

Śpimy dalej, a tu znowu telefon. Na zegarze siódma, a on znowu pyta, czy już ułaskawiać?

No i wtedy szef nie wytrzymał. Zerwał się z łóżka i zaczął krzyczeć. Że jak ktoś w nocy nie śpi i innym spać nie daje to znaczy, że ma za mało roboty, to nie jest na tyle zmęczony, żeby spać i na tyle zajęty, żeby pracować. I szef mu wygarnął i powiedział, że od nowego roku on go tak ustawi i obowiązkami zarzuci, że noc w noc do świtu będzie podpisywał na dwie ręce i nie będzie miał czasu żeby porządnych ludzi budzić.

Piszę o tym w moim pamiętniku bom przestraszony. Oni obaj już tyle złych rzeczy zrobili i ten Trybunał Konstytucyjny zniszczyli i szkoły psuja i sądy i prokuraturę. Zrobili złą ustawę o zgromadzeniach i inwigilacyjną. I tak sobie pomyślałem, że jak będzie tak, jak szef sobie wymarzył, to podpisywania będzie więcej i więcej i w nowym roku będzie dużo gorzej niż w tym, co jest. Im on więcej podpisuje, tym straszniej jest wokół. Niedługo nawet ja kot zacznę się bać z domu wychodzić, bo jeszcze mnie na ulicy wezmą za Persa i zatłuką. I kto wtedy napisze dalszy rozdział pamiętnika?

Dubois & Stępiński
Trwa ładowanie komentarzy...