Strachy na Lachy

Strachy na Lachy



Warszawa, współcześnie, wieczór, w porze kolejnej edycji programu informacyjnego w TV DZ.

Spiker, wyraźnie wstrząśnięty, czyta: Sąd uchylił postanowienie prokuratora o odmowie wszczęcia postępowania w sprawie nie opublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego uznającego niekonstytucyjność ustawy o Trybunale Konstytucyjnym uchwalonej legalnie przez Sejm.

Mieszkanie, gdzieś w Warszawie, kobieta oderwana od pracy polegającej na pucowaniu i układaniu broszek w neseserze, mówi do siebie: Boże, co on powiedział, nie usłyszałam dokładnie, ale chyba, że będzie śledztwo w mojej sprawie.

Kobieta z neseserem w ręku pędzi do telefonu, wybiera numer: Beata, słyszałaś co mówili w TV DZ? Nie? Nie wiesz, że są nowe wytyczne w sprawie słuchania TV DZ? Nie, wiesz?

Beata: Wiem, ale ja się ze wszystkim nie wyrabiam. Cały wieczór siedzę i martwię się, żeby te baby przestały denerwować naszego Prezesa.

Kobieta z neseserem: No to słuchaj uważnie. Wychodzi na to, że będzie śledztwo w sprawie nie publikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Wytłumacz mi, jak prawnik laikowi, co to dla nas oznacza?

Beata, po chwili namysłu: Zaraz zadzwonię do Patryka, on taki błyskotliwy, a prawo to jego konik, więc nam wyjaśni.

Beata, sięga po telefon i wykręca numer: Patryk, słyszałeś co mówili w TV DZ? Że będzie śledztwo w sprawie nie publikowania wyroku Trybunału. Co z nami będzie?

Patryk, jak zwykle z ogromną pewnością siebie: Jak wiesz jestem tylko politologiem, może dlatego mam istotny wpływ na to co dzieje się w wymiarze sprawiedliwości. Dlatego radzę ci, nie bój bida, damy radę.

Beata: Ale jak damy radę? Przecież kilka dni temu sąd w twojej sprawie zdecydował, że to, o co jesteś pozwany nie ma związku z immunitetem więc za chwilę przegrasz sprawę. Jak w mojej sprawie uzna podobnie, pójdę siedzieć, jak amen w pacierzu!

Patryk: Jak powiedziałem, że damy radę, to damy. Kruczki prawne trenuję na co dzień. Coś wymyślimy. Rozłączam się i ruszam do roboty. Zadzwonię do Stanisława, to łebski gość, wielki legislator. Potrafi zamienić kamień w złoto, a doświadczenie ma jeszcze z okresu ancien régime.

Patryk wykręca numer i po chwili uzyskuje połączenie: Stanisław jest problem prawny.

Stanisław: Lubię rozwiązywać problemy prawne, to lepsze niż sudoku, w czym rzecz?

Patryk: Jakaś fundacja wygrała w sądzie zażalenie w bardzo ważnej dla nas sprawie. Będzie śledztwo w sprawie nie opublikowania wyroku Trybunału. Szefowa tak się zdenerwowała, że nawet broszek nie może pucować. Pyta, czy coś jej grozi?

Stanisław, wyraźnie niezadowolony, że szefowa korzysta z pośrednika: Powiedz jej, że może spać spokojnie. Zasada dajcie mi człowieka, a paragraf znajdzie się, nie obowiązuje w stosunku do naszych ludzi.

Patryk, milczy, uważnie słucha wykładu.

Stanisław: W tej sprawie będzie tak, jak dawniej, czyli za czasów mojej młodości. Sprawa trafi do właściwego człowieka, a on już będzie wiedział co z nią zrobić.

Patryk: Źle się stało, że ta fundacja wygrała zażalenie. Lepiej by było, gdyby media nie miały o czym pisać. Widzisz rozwiązanie?

Stanisław: Suweren może wszystko. Najprościej będzie zmienić kodeks i przyznać prokuratorowi prawo decydowania o tym kto w konkretnej sprawie ma prawo skarżyć jego postanowienia.

Patryk: Ty to masz głowę. Z miejsca pogoniłby fundację. To by załatwiło problem.

Stanisław: Jak się umorzy, nie będzie odwołania. W uzasadnieniu nowelizacji można by napisać, że prokurator powinien dbać o interes suwerena, a nie jakiegoś tam pokrzywdzonego. No nie?

Dubois & Stępiński
Trwa ładowanie komentarzy...