O autorze
Jacek Dubois – adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W chwilach wolnych pisarz.

Krzysztof Stępiński – z wyboru sędzia (1974-1983). Od trzydziestu lat adwokat. W wolnych chwilach kibicuje Legii Warszawa.

Był KOR, jest KOD

Pan prezydent, człowiek z natury pogodny, mówi na co dzień rzeczy zabawne. Bycie zabawnym sprawia mu przyjemność, dlatego mówi często ku zadowoleniu felietonistów, a przerażeniu obywateli. Ostatnim popisem jego krasomówstwa było przemówienie wygłoszone do mieszkańców Otwocka. Prezydent ocenił, że nieprawdą jest to, co mówią obywatele, że w kraju zarzynana jest demokracja, bowiem Polacy mogą robić to, co robią, czyli mówić źle o nim i rządzie, nie ponosząc żadnych konsekwencji. A gdyby demokracji nie było, to obywatele nie mogliby mówić tego, co mówią.



W prezydenckim toku myślenia są błędy. Przede wszystkim Polacy źle mówią o prezydencie i rządzie nie dlatego, że nikt ich za to jeszcze nie wtrąca do więzień tylko, dlatego, że są przeświadczeni o tym, że ani prezydent ani rząd nie wywiązują się ze swoich konstytucyjnych obowiązków, oraz że swoją działalnością psują Polskę. Historia uczy, że obywatele występując przeciwko władzy, liczą się z konsekwencjami zaś reakcja władzy - zwłaszcza tej totalnej - nie wynika z tego, że przestrzega standardów demokracji tylko z kalkulacji, co się jej w określonym momencie najbardziej opłaca. Zatem w obecnej sytuacji Polski przyzwolenie na krytykę nie jest – jak twierdzi prezydent - miernikiem poziomu demokracji, a jedynie dowodem na to, że w chwili obecnej w interesie rządzących nie jest dążenie do konfrontacji poprzez odwet na osobach wyrażających słowa krytyki. Przerażające jest natomiast to, że prezydentowi taki argument przyszedł do głowy. Bowiem jest on dowodem na to, że prezydencka wyobraźnia dopuszcza, że w demokratycznym społeczeństwie krytyka mogłaby się spotkać z represją. Tym samym prezydent daje jasny sygnał: gdybyśmy chcieli zakazać wam mówić, demonstrować i wykpiwać, to byśmy wam zakazali. Dziwne to wyobrażenie o demokracji. Jeszcze bardziej dziwne jest to, że prezydent nie stara się dociec i zrozumieć, dlaczego władza poddawana jest krytyce. Człowiek analizujący rzeczywistość w sytuacji, gdy wiele osób o czymś mówi, zastanawia się co jest na rzeczy i jak rozwiązać problem.

Niestety prezydenckie analizowanie rzeczywistości ogranicza się do pozostawaniu w niezachwianym przeświadczeniu, że racja jest po naszej stronie. Jeśli ktoś - tak jak prezydent - nie słucha argumentów i nie analizuje ich, łatwo mu będzie pozostawać przy swoim zdaniu, a nawet nabrać jeszcze większego przekonania, że jest ono jedyne i słuszne. Podobnie myślano w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, także wtedy, gdy wiadomo było, że wszystko – prędzej, czy później – pójdzie w rozsypkę. Niestety prezydent nie rozumie, że rządzenie narodem nie jest sztuką słuchania siebie i kolegów. Trzeba umieć słuchać, co myślą inni, a zwłaszcza ci niezadowoleni, bo oni są najlepszym probierzem nastrojów społecznych. Politycy Platformy Obywatelskiej nie starali się zburzyć zasad demokracji, jednak przestali wsłuchiwać się w głosy coraz większych grup społecznych poddających ich działania krytyce. W rezultacie skończyło się tak, jak się skończyć musiało. Teraz prezydent, niepomny błędów PO, z coraz większym rozpędem zdaje się podążać drogą, którą w przepaść stoczyli się jego przeciwnicy polityczni. Oświadczając, że skoro jego jawni oponenci nie są represjonowani, to w Polsce obowiązuje nadal demokratyczny ład, prezydent udowadnia, że nie zdaje sobie sprawy, jakie przemiany zaszły w naszym kraju przez ostatnich kilka miesięcy.

Bardzo rzadko się zdarza, by kraj z demokratycznego w niedemokratyczny zmienił się w jeden dzień. To jest możliwe w trakcie wojny, rewolucji, czy przewrotu politycznego. W innych przypadkach takie zmiany są długofalowe, nie dzieją się od razu i często - w trakcie zachodzenia - są niedostrzegalne dla przeciętnego obywatela. Tragiczny okazuje się dopiero efekt końcowy, a nie droga do niego. Sztuką jest taki proces dostrzec i jemu w odpowiednim momencie zapobiec. A właśnie o tym, że na taką równię pochyłą trafiliśmy, stara się poinformować swojego prezydenta społeczeństwo, protestujące pod hasłami obrony demokracji. Nie dostrzegając tego prezydent wykazuje się spostrzegawczością Juranda ze Spychowa u schyłku życia. Prezydent nie dostrzega również, że demokracja to nie tylko możliwość realnego głoszenia swoich poglądów, lecz również zbiór narzędzi, które czynią społeczeństwo demokratyczne, bezpiecznym. Jeśli naród takie narzędzia utraci, w jednej chwili może zostać pozbawiony wszystkich praw, bowiem nie będą funkcjonowały instytucje, które mu te prawa realnie gwarantują. Takie niebezpieczeństwa należy dostrzegać i zapobiegać im.

W krajach, gdzie obywatele są pozbawiani należnych im praw, nieliczni odważni przeciwstawiają się totalitaryzmowi. Tak powstał Komitet Obrony Robotników. Lata minęły a historia zatacza koło. Władza, której nieliczni członkowie zdobyli się przed laty na odwagę, podejmuje działania ograniczające prawa z tak ogromnym trudem zdobyte. Widząc, co się święci, społeczeństwo powołało Komitet Obrony Demokracji. Wtedy kilka osób zrobiło tak dużo dla obywateli, teraz sami obywatele próbują ocalić jak najwięcej dla kraju.

Wydawałoby się, że w systemie wielopartyjnym zadanie, które wyznaczył sobie KOD, to zadanie dla opozycji. Ale nie w Polsce. Nasza opozycja - z małymi wyjątkami - ciągle przeżywa spartaczone wybory, zwłaszcza prezydenckie (sic!), wybiera przywódców i kalkuluje, jak zewrzeć szeregi, żeby nasze albo mówiąc wprost moje, było na górze. Zatem nie dziwi, że obywatele bronią się sami, a liderzy polityczni - od czasu do czasu - zaszczycają swoją obecnością wielkie spontaniczne manifestacje, na które nikt nikogo autokarami ni zwozi. Opozycja drzemie, a władza dewastuje demokratyczny ład. A my mamy wrażenie, że obywatele bronią się sami. Zadziwiające jest, że przegrani w wyborach w ogóle nie zadają sobie pytania, dlaczego tak się stało (czekamy piąty miesiąc na stosowne wyjaśnienie), tylko pogrążeni w personalnych roszadach rozdają tę samą talię kart, złożoną z polityków odpowiedzialnych za klęskę. Co to za opozycja, która nie potrafi wyciągnąć wniosków z przegranej i zrozumieć, że odpowiedzialność za państwo, to nie tylko dyskredytowanie tego, co robi przeciwnik, ale przede wszystkim budowanie w obywatelach świadomości praw obywatelskich i odpowiedzialności za państwo?

Komitet Obrony Demokracji, widziany - jako przejaw świadomości i instynktu samozachowawczego społeczeństwa - to istny fenomen na skalę światową. Szkoda, że prezydent popełnia błąd, utożsamiając obrońców demokracji z przeciwnikami politycznymi, z którymi należy walczyć, by osiągnąć polityczny sukces. Ujmowanie się za demokracją nie ma nic wspólnego z polityką, to walka obywateli o prawo do życia w państwie prawa. Gdyby prezydent - choć na chwilę otworzył oczy - w śnie susła, w który zapadł po niespodziewanym zwycięstwie (!), zorientował by się, że w kraju, w którym pełni urząd, nawet dzieci są nękane w śledztwie prowadzonym w jego sprawie przez nadgorliwych nauczycieli. Dostrzegł by, że władza obraża i dyskredytuje sędziów, a organy bezpieczeństwa zastraszają biegłych, których opinie są śledczym nie w smak. Jeżeli takie rzeczy dzieją się dziś, co się będzie działo za tydzień, miesiąc, czy rok. Co się będzie działo, gdy rządzący - przy aktywnym współudziale prezydenta - zdemontują kolejne bastiony demokracji?

Dlatego myślący obywatele, którzy nie chcą tego doświadczyć stają w obronie demokracji. Niestety w wyniku krótkowzroczności i braku wyobraźni, na którą ciepią przedstawiciele dobrej zmiany z prezydentem włącznie, stają się – w ich oczach - zaciekłymi wrogami rządu. To tak nie wygląda Panie prezydencie! Pana diagnoza jest groźna dla kraju, a Pana problem polega na tym, że do prawnego pata, który Pan współtworzy nie dojdzie, jeśli nie zabraknie Panu wyobraźni i przyzwoitości. Mamy nadzieję, że nie cierpi Pan na totalny deficyt tych cech, bo Pana dotychczasowe działania źle wróżą.

Dubois & Stępiński
Trwa ładowanie komentarzy...